województwo kujawsko-pomorskie
Ruiny zamku królewskiego, położone u ujścia Drwęcy do Wisły.
Pierwszy umocniony gród w tym miejscu wznieśli w 1228 roku Bracia Dobrzyńscy, członkowie polskiego zakonu rycerskiego. Po połączeniu tego zakonu z przybyłymi do ziemi dobrzyńskiej Krzyżakami, gród w1233 roku przeszedł w ich ręce. Jednak już w 1233 roku Konrad Mazowiecki opanował gród. W latach 1329 – 1343 wraz z całą ziemią dobrzyńską gród w Złotorii pozostawał w rękach Zakonu Krzyżackiego. Krzyżacy prawdopodobnie nie poczynili żadnych kroków w kierunku budowy murowanego zamku. Dopiero kiedy po pokoju kaliskim w 1343 roku, na mocy którego ziemia dobrzyńska wróciła do Polski, Kazimierz Wielki rozpoczął, na miejscu istniejącego grodu, budowę murowanej twierdzy granicznej.
Ten typowo militarny zamek został wzniesiony z cegły na planie prostokąta (50 x 35 metrów), ustawiony osią podłużną z północy na południe. Ponieważ był to teren podmokły i zalewowy należy przypuszczać, że wzniesiono go na niewielkim, sztucznym usypisku.
Całość założenia składała się z dziedzińca otoczonego wspartym skarpami murem obwodowym. Natomiast część mieszkalną zamku stanowiła przylegająca do elewacji południowej wieża. Obok niej zapewne stał budynek bramny.
Zamek był budowany dwukrotnie pierwszy raz w połowie XIV wieku, drugi – po zburzeniu na początku XV wieku. Dokładniejsze badania archeologiczne pozwolą określić zależność odbudowanego założenia od pierwotnego.
Położenie zamku na pograniczu polsko-krzyżackim, w ziemi dobrzyńskiej, która wielokrotnie w wieku XIV i XV przychodziła z rąk do rąk, spowodowało, że jego dzieje były bardzo burzliwe.
W roku 1370 na podstawie testamentu Kazimierza Wielkiego zamek w raz z całą ziemią dobrzyńską przeszedł prawem lennym w ręce jego usynowionego wnuka - Kaźka Słupskiego. Nadając mu również swoją ojcowiznę Kazimierz Wielki widział w nim osobę, która po śmierci nie mającego męskiego potomka Ludwika Adegaweńskiego zasiądzie na tronie Polskim. Obawiając się tego, król węgierski Ludwik Andegaweński niektórzy panowie małopolscy na czele z Władysławem Opolczykiem starali się anulować testamentowe zapisy na rzecz Kaźka. Niespodziewanie pomogło im wydarzenie, które rozegrało się pod zamkiem w Złotorii.
W latach 1374-1375 zamek dwukrotnie opanował książę z Gniewkowa Władysław Biały.
Oto co mówi o tym wydarzeniu Janko z Czarnkowa „(...) Roku pańskiego 1375 (...) książę Władysław przy pomocy pewnych szpiegów znów opanował zamek Złotorię, gdzie ci szpiedzy ujęli i dostawili mu śpiącego w łóżku przełożonego zamku, szlachetnego męża, rycerza Krystyna ze Skrzypowa. (...) Tymczasem szpiedzy księcia weszli w umowę z pewnymi rybakami, którzy przynieśli Krysynowi niby w upominku naczynia pełne wina i razem z nim siedząc w zamku pili, a gdy naczynia były wypróżnione, po inne wino do Torunia posłali. Krystyn dobrze podpiwszy, tej nocy, mocniej spał niż zwykle, aż szpiedzy po drabinach dostawszy się do zamku, jego i zamek jak powiedziano wzięli(...)”. Wojska polskie pod dowództwem starosty szubińskiego Sędziwoja i Bartosza z Odolanowa, kilkakrotnie próbowały odbić zamek. Właśnie podczas jednej z prób w roku 1377 został śmiertelnie ranny kamieniem Kaźko Słupski. Jego zgon definitywnie rozwiązał problemy dynastyczne w Polsce i można tylko snuć przypuszczenia co by było gdyby Kaźko nie zginął.
Z rąk Władysława Białego zamek został odbity w roku 1379 Zamek został odbity w roku 1379 przez wojska starosty szubińskiego Sędziwoja. Relacjonując to wydarzenie znów oddajmy głos Jankowi z Czarnkowa: (...) książę zważywszy, że wojsko [królewskie] zamierza trwać w oblężeniu, on zaś po części odczuwał brak środków, wszedł w układ ze starostami i zamek Batrtoszowi oddał. (...) Wychodząc z zamku, książę zażądał, aby Bartosz skruszył z nim kopię, (...) rozpędziwszy konie z wielką siłę rzucili się jeden na drugiego i książę dostał od Bartosza w prawe ramię dość poważną ranę (...)”.
Zamek natychmiast został objęty w posiadanie przez Władysława Opolczyka, któremu rok wcześniej (11.12.1378) król Ludwik nadał ziemię dobrzyńską i północne Kujawy. Nadanie to miał zrekompensować ambitnemu księciu odebrane wcześniej uprawnienia namiestnicze w Polsce (październik 1378) oraz na Rusi Czerwonej (późna jesień 1378). Cierpiący na kłopoty finansowe Władysław, 7 maja 1391 roku zastawił Zakonowi Krzyżackiemu zamek w Złotorii wraz z pięcioma wsiami za sumę 6632 florenów. To wydarzenie spowodowało ostrą reakcję strony polskiej, już na początku sierpnia wojska polskie pod osobistym dowództwem króla Władysława Jagiełły uderzyły na posiadłości Władysława Opolczyka (ziemia wieluńska).Tak rozpoczęły się wojny Polski z księciem opolskim, które zakończyły się w 1396 roku doprowadzając do politycznego upadku księcia oraz utraty przez niego wszystkich ziem polskich, które otrzymał z nadań Ludwika Węgierskiego.
Niestety zamek w Złotorii pozostał w rękach krzyżackich do 1404 roku, kiedy to wykupił go król Władysław Jagiełlo. Pięć lat później, na początku „wielkiej wojny” po ośmiodniowym oblężeniu z użyciem artylerii dnia 2 września Krzyżacy zdobyli i zrównali zamek z ziemią a jego cegłę użyli do budowy toruńskiego kościoła Św. Jana. Na mocy pierwszego pokoju toruńskiego w 1411 roku Złotoria wraz ziemią dobrzyńską wróciła do Polski i zamek odbudowano. W roku 1420 król rzymski Zygmunt Luksemburski, będący sędzią w sporze polsko-krzyżackim, wydał wyrok, w którym jednym z punktów był zwrot kosztów odbudowy zamku w Złotorii.
Po pokoju toruńskim zamek stracił na znaczeniu i przez następne czterysta lat pełnił rolę rezydencji właścicieli ziemskich popadając powoli w ruinę. Dzieła zniszczenia dopełniły „wojny napoleońskie” w 1807 roku.
Do naszych czasów zachowały się fragmenty wieży mieszkalnej, budynku bramnego oraz fundamenty muru obwodowego.
OPRACOWAŁ: Paweł Soczewski
Szkic rozplanowania zamku, rysunek z 1940 roku (wg B. Schmid w „Leksykon zamków w Polsce”)

Niestety nie dysponujemy żadnymi materiałami na ten temat
Niestety nie dysponujemy żadnymi materiałami na ten temat
Miejscowa ludność powiada, że w podziemiach zamkowych ruin ukryte są olbrzymie skarby. Wielu śmiałków próbowało je odszukać, ale zlękli się już w pierwszej piwnicy ich strażników - olbrzymich i groźnych psów. Aż pewnego razu na poszukiwanie swojej szansy wybrał się miejscowy, biedny jak mysz kościelna sierota, który za pan brat żył z wioskowymi psami i okolicznymi wilkami. We wsi powiadali nawet, że wychowała go wilczyca. Pewnego wieczoru odważny młodzieniec wybrał się do zamkowych ruin, znalazł schody do podziemi i wszedł do pierwszej piwnicy. Jego oczom ukazały się cennych szat i drogich sprzętów oraz trzy wielkie czarne psy. Na widok śmiałka zaczęły groźnie warczeć dając do zrozumienia, że jak tylko coś będzie próbował zabrać to się na niego rzucą. Jednak chłopak się ich nie zląkł. Porozmawiał z nimi, pochwalił, pogłaskał po wielkich łbach, a psiska przypadły mu do nóg. Przez kolejne drzwi przeszedł do drugiej piwnicy. W beczkach i kufrach lśniły srebrne i złote pieniądze, wokoło leżały drogie naczynia wybijane cennymi szmaragdami i mnóstwo innego, trudnego do określenia bogactwa. I tutaj również czuwały trzy warczące psy o wiele groźniejsze od poprzednich. I tym razem młodzieniec się ich nie uląkł. Śmiało wyciągnął rękę, pogłaskał je i po chwili psy stały się jego przyjaciółmi. Rozochocony śmiałek powędrował dalej do trzeciej piwnicy. Gdy do niej wszedł oślepił go blask bijący od zgromadzonego tam złota. Jednak podobnie jak w poprzednich pomieszczeniach usłyszał groźny warkot. Po obłaskawieniu krwiożerczych bestii, przeszedł do ostatniej niewielkiej piwnicy. Była ona jasno oświetlona, a wokoło mieniły się barwami tęczy drogocenne szafiry, brylanty, szmaragdy i niespotykane w swej piękności perły. Zachwycony i szczęśliwy młodzieniec schyli się by nabrać drogocennych kamieni i nagle ujrzał pełzającego przy swoich nogach obrzydliwego, olbrzymiego węża. Zaskoczony chłopak odskoczył i krzyknął z obrzydzenia i w tym momencie znikły wszystkie klejnoty i zapanowała głęboka ciemność. Przerażony chłopak dopiero po kilku godzinach wydostał się z podziemi. Od tej pory nikt już nigdy nie odnalazł wejścia do piwnic a zgromadzone w nich skarby wciąż czekają na swojego odkrywcę.
OPRACOWAŁ: Paweł Soczewski
Copyright © 2006 Paweł Soczewski